niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 2


Wróciłam do domu koło godziny 16, od razu siadłam do książek. Po chwili do pokoju wszedł mój tata. -I jak kochanie pierwszy dzień w szkole?- spytał.
-Może być.- odpowiedziałam niezbyt zainteresowana rozmową z ojcem. W sumie nigdy nie mieliśmy dobrych kontaktów, to chyba przez to, że tata zawsze był pochłonięty pracą i nie miał dużo czasu dla mnie. Jednak nie obwiniałam go za to, ponieważ musiał pracować i utrzymywać nas, niczego nigdy mi nie brakowało, może oprócz kochającego ojca, który wesprze mnie w trudnych chwilach, bo na mamę niestety nie mogę liczyć, chociaż wydaję mi się, że czasem patrzy na mnie z góry i w pewnym sensie mnie wspiera. Nie jestem katoliczką, ale wierzę, że po śmierci nie ma pustki, bo jaki miał by wtedy sens życia. 
Moje krótkie przemyślenia przerwał tata -Wiesz pomyślałem, że może pójdziemy dziś na kolację do restauracji, chciałbym ci kogoś przedstawić.
-Jasne, nie ma sprawy. O której wychodzimy?
-O 19.30
-Dobrze, będę gotowa. A mogę wiedzieć kogo poznam?- spytałam z ciekawością.
-Mojego współpracownika, będziemy omawiać kwestie w sprawie pracy.- od razu wpadłam w zły nastrój, jak zwykle idziemy tam ze względu na tatę i jego własne interesy.
-Po co mam tam iść? Nie potrzebujecie mnie. Jak zwykle będę tam siedzieć i się nudzić.- odpowiedziałam ze złością.
-Ale zawsze spędzimy trochę czasu razem, a poza tym mój kolega ma dziecko w twoim dziecku, będziesz mieć towarzystwo.
-Tato, nie mam ochoty nikogo poznawać. Poza tym muszę się uczyć.
-To początek roku, na pewno nie macie dużo nauki, poza tym trochę rozrywki ci nie zaszkodzi. Bez wymówek- powiedział i zamknął za sobą drzwi.
Jak zwykle nie mam nic do powiedzenia. 
Przed wyjściem, ubrałam się w czarną, obcisłą sukienkę, która miała długie rękawy, jednak były zrobione z koronki, z resztą tak jak miejsce nad dekoltem. Ubrałam czerwone szpilki, zrobiłam lekki makijaż, a włosy związałam w koka. Wzięłam torebkę kopertówkę, tego samego koloru co buty i razem z tatą pojechaliśmy na miejsce. 

*W restauracji

Weszliśmy do pomieszczenia, było bardzo nastrojowo. W tle grała muzyka klasyczna, moja ulubiona. Dopiero po chwili zauważyłam, że nie jest puszczana z radia, ale grana na żywo przez muzyków, dwóch skrzypków i jeden na kontrabasie.
Mój tata podszedł do jednego z stolików, przy którym siedział mężczyzna, wyglądał na około 40 lat, czyli tak jak mój ojciec. Jednak nie zauważyłam, żadnej osoby, która mogłaby być dzieckiem kolegi mojego taty.
-Witaj. Mam na imię Mike. Twój tata nie kłamał mówiąc, że jesteś ładna. Gareth jednak coś ci się udało- powiedział z uśmiechem kolega taty. 
-Haha, dziękuję Mike, prawda jestem z niej dumny. Przypadkiem nie miałeś przyprowadzić swojego syna?- spytał. Zaraz dotarło do mnie, że jego dzieckiem jest chłopak, jeszcze tego mi brakuje. 
Niestety nie zdążyłam się ulotnić, bo zaraz usłyszałam za sobą głos młodego mężczyzny.
-Sorry, tato, ale zagadałem się z pewną dziewczyną- w momencie gdy go usłyszałam, odwróciłam się i mnie zamurowało. To był ON. Luke Campbell, co on tu robił? Jakim prawem się tutaj znalazł?
-A więc, Margaret to jest mój syn Luke Campbell.
-O hej mała, my się już znamy- drugą część zdania skierował do naszych ojców.
-Tak właśnie, chodzimy do jednej klasy. Tato mogłabym cię na stronę?-spytałam.
-Jasne. Co jest nie tak córeczko?- zapytał z zdziwieniem.
-Źle się czuję, mogę wrócić?- miałam nadzieję, że odpowiedź będzie twierdząca.
-No dobrze, ale szofer pojechał, miał przyjechać o 22 po nas- powiedział ze zmartwieniem tata.
-Nie ma problemu pojadę autobusem. 
-Wolę nie, Wiesz jak teraz jest, pedofile i gwałciciele.- powiedział tata. Zaraz podszedł do nas Luke.
-Przepraszam, że się wtrącam ale usłyszałem pańską rozmowę, mogę podwieźć pana córkę, tylko ostrzegam jestem motorem, przyjechałem trochę później od taty.- nie tylko nie on, dlaczego?
-Na prawdę? Dziękuję Luke- powiedział ojciec. Wzięłam swoją kurtkę oraz torebkę i wyszłam w ciszy. Postanowiłam, że nie będę się do niego odzywać.

*Przed restauracją

-Chodź, szybciej nie mam całego dnia- powiedział. Tak jak wcześniej mówiłam, ignorowałam go.
-Ej mała, głos ci odebrało? Wiem, że się mnie wstydzisz, bo jestem pociągający, ale masz u mnie szanse- Olivia nie kłamała, miała rację, że jest niewychowany. Co za bałwan z niego, że się brzydko wyrażę.
-Dobra Panno Mrukliwa, załóż ten kask, jeszcze sobie coś zrobisz- podał mi swój ochraniacz na głowę. -Nie potrzebuję go- odpowiedziałam zdecydowanym tonem.
-O jednak Panna Mrukliwa, potrafi coś mówić. Załóż tak jak ci każę, chyba, że chcesz mieć rozwalony łeb, w przypadku wypadku- troszkę się przeraziłam  jak to usłyszałam.
-Dobrze, podasz mi ten kask? I ja nie mam "łba" tak jak ty to mówisz, tylko głowę- powiedziałam lekko zirytowana.
-Ale jesteś czepialska- siadł na motor. -Będziesz tak stała czy siądziesz?- usiadłam z tyłu, w bezpiecznej odległości.
-Wiesz, będziesz trzymać się powietrza? Tu nie ma pasów jak w aucie- powiedział ze złośliwym uśmieszkiem. Przysunęłam się bliżej i złapałam go w pasie, za jego skórzaną, czarną kurtkę. Poczułam jego zapach, pachniał lasem i miętą. Bardzo mi się spodobał, w sensie ten zapach, żeby nie było nie jasności. Droga przeminięła w ciszy. Po 15 minutach dotarliśmy pod mój dom.




Gareth Hunter-ojciec Meg













No i na dzisiaj tyle. Zostawiajcie komentarze. :3

sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 1


Wsiadłam do autobusu, bałam, że spóźnię się w pierwszy dzień szkoły. A to początek roku szkolnego, nie chcę wyrobić sobie złego zdania u nauczycieli. Myślałam, czy wszystko spakowałam i niczego nie zapomniałam, na szczęście miałam książki i piórnik.
Po 20 minutach dotarłam pod budynek szkoły. Wysiadłam i poszłam w kierunku liceum. Było ogromne, wyglądało pięknie. Przypominało wielki, stary zamek, po bokach z wysokimi wieżami, był koloru bordowego. Niczym Hogwart, w końcu to Londyn.

*W szkole

Spojrzałam na zegarek. Byłam spóźniona. Musiałam znaleźć salę numer 22, jednak okazało się to trudniejsze niż myślałam. Na szczęście spotkałam jakąś dziewczynę. Miała długie, czarne włosy i brązowe oczy, była dość niska ale szczupła.
-Przepraszam, wiesz może gdzie jest sala numer 22?- spytałam z nadzieją, że pomoże mi ją znaleźć.
-Jasne, mam tam lekcję, jak się nazywasz? - spytała brązowo włosa dziewczyna.
-Margaret Hunter, jestem nowa i to mój pierwszy dzień w tej szkole. Nie mogę się odnaleźć.
-Jestem Olivia Lake. Będziemy chodzić to jednej klasy. Może w końcu jakaś jedna normalna dziewczyna w klasie.- uśmiechnęła się.
Nie wiem, co miała na myśli "jedna normalna dziewczyna w klasie", ale się tym zbytnio nie przejęłam.
-Jesteśmy. Gotowa?- zapytała z uśmiechem.
-Tak- to było jednak kłamstwo. Czułam, że coś pójdzie nie po mojej myśli.

-Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie, ale przyprowadziłam Meg. Znaczy, Margaret- powiedziała moja towarzyszka.
-Dobrze Olivio usiądź. Jestem John Smooth, nauczyciel historii. Margaret przedstawisz się?- powiedział starszy mężczyzna w okularach z siwymi włosami może był po pięćdziesiątce. Ale wyglądał całkiem sympatycznie.
Trudno było mi, cokolwiek z siebie wydusić, odchrząknęłam -Jestem Margaret Hunter- powiedziałam, ściszonym głosem. Zaraz z tyłu sali usłyszałam głos chłopaka. Miał brązowe, krótkie włosy i niebieskie oczy, wydawał się być wysoki może 180 cm i dobrze zbudowany z lekkim zarostem na twarzy.
-Głośniej nie potrafisz, mała?- powiedział z irytującym uśmieszkiem. Może nie jestem wysoka ale mała też nie, w końcu mam 165 cm.
-Campbell, cicho, może zaczął byś się w końcu uczyć? W tamtym roku przeszedłeś jakimś cudem, co nie znaczy, że w tym roku będzie tak gładko- powiedział zirytowany nauczyciel.
-Tak jest proszę pana. Nauka to podstawa- uśmiechnął się złośliwie.
-Margaret usiądź z Olivią.
Podeszłam do 3 ławki i zajęłam swoje miejsce. Ten cały "Campbell" bardzo mnie zdenerwował, nie chcąc brzydko mówić. Czemu zawsze muszę trafić na jakiegoś błazna w klasie? Poza tym to szkoła, dla dobrych uczniów, a nie takich wyrzutków jak on, z tego co usłyszałam. Nie mam pojęcia jak się tu znalazł.

*Po lekcji historii

-Meg idziesz ze mną do bufetu? Muszę coś zjeść, bo nie wzięłam dzisiaj śniadania.- spytała Olivia.
-Okej - wzięłam torbę i pomaszerowałam za moją nową koleżanką.
-Kim jest ten "Campbell"?- spytałam w drodze do szkolnego bufetu.
-Luke Campbell, to kapitan piłki nożnej w szkole, no i ma swój zespół rockowy, gra na gitarze i śpiewa. Wszystkie dziewczyny za nim latają, najprzystojniejszy facet w szkole. Obecnie nie ma dziewczyny, zerwał z Pauline Simpson na wakacjach, to najładniejsza laska w liceum. Nie pytaj o powód, nie za bardzo wiem, dlaczego. Chyba im się nie układało. - powiedziała z przejęciem Olivia.
-Aha, czyli uważa się za tego najlepszego?- spytałam.
-Dokładnie. Uważaj na niego, nie jesteś brzydka, możesz być kolejna. On ma swoje triki i może cię wykorzystać. Jest pewny siebie, zabawny, przystojny i chamski, ale kto nie lubi bad boyów.- ostrzegła mnie.
-Nie ma mowy, żebym latała za kimś, kto nie umie się zachować. Jestem dobrze wychowana i nie pozwolę sobie na takie traktowanie. Jestem jeszcze ciekawa jakim cudem się tutaj dostał, z tego co słyszałam na lekcji to nie błyszczy inteligencją.
-Powiem ci tak, Większa część tej szkoły to sami idioci. Dostali się tu bo ich rodzice mają pieniądze albo znajomości. Mało osób chodzi tutaj, bo dostało stypendium. Taka jest prawda. Jednak Luke chyba dostał stypendium muzyczne oraz sportowe i tylko dlatego uczęszcza do tego liceum.
Zaraz doszłyśmy do bufetu i tam Olivia wzięła kanapkę i sok jabłkowy, usiadłyśmy przy jednym z stolików.
Zauważyłam, że 1/4 stołówki przeznaczona była chyba dla jakiś "specjalnych osób".
-Czemu znajdują się tam tylko chyba "te fajne" osoby?- zapytałam z ciekawością.
-Bo to są właśnie ci "fajni" ludzie. Jeśli nie jesteś ładna i nie masz kasy no i dostałaś się tu z powodu stypendium to nie masz szans się z nimi zadawać, to w przypadku dziewczyn. U chłopaków musisz grać w piłkę i być w podstawowym składzie albo grać w jakimś zespole, no i mieć hajs. Inaczej się nie liczysz. To żałosne.
-Rzeczywiście. Każdy powinien mieć życie w tej szkole i czuć się w niej swobodnie, a przez takich niewychowanych ludzi nikt nie ma szans.- powiedziałam ze złością.
-Po prostu idioci, nie musisz mówić "niewychowanych ludzi" to nie po mojemu- zaśmiała się Olivia.
-Aha, okej, przepraszam, ale wiesz zawsze byłam uczona, że nie można źle się wyrażać to dla mnie coś nowego- moja towarzyszka popatrzyła się ze zdziwieniem i się roześmiała.

Luke Campbell

Pauline Simpson


Olivia Lake


Okej, no to na dziś tyle. Jeśli weszłeś/aś to zostaw komentarz. Dzięki. :3


piątek, 19 grudnia 2014

Hej! Prolog :3

Hej, a więc zaczynam pisać historię dwóch osób, które zupełnie się od siebie różnią, ale jednak chyba ich coś połączy. Zachęcam do czytania! :3

Prolog

Nazywam się Margaret Hunter i mam 17 lat. Mieszkałam w Glasgow w Szkocji. No właśnie.. mieszkałam, obecnie jestem w drodze do Londynu, gdzie będę kontynuować swoją naukę w nowym liceum. Niestety nie pałam zapałem, na myśl o nowej szkole. Dokładnie, to dlatego, że boję się, że nie znajdę nowych przyjaciół. 
Przeprowadziłam się ze względu na pracę mojego taty, który jest doradcą finansowym i dostał nową posadę właśnie w Londynie. Co do mojej mamy umarła, gdy miałam 3 lata, niewiele mam związanych z nią wspomnień, ale to chyba nawet lepiej.
W Glasgow zostawiłam moją najlepszą przyjaciółkę, Kate, od zawsze mnie wspierała, jestem zła, że musiałam wyjechać. Jednak tu w Londynie jest jedna z najlepszych uczelni na świecie The University of Lion, przynajmniej tyle, że to bramy do mojej przyszłości. Jedyne w czym jestem dobra to nauka przedmiotów ścisłych, w tamtej szkole, każdy brał mnie za kujonkę. 
Mam nadzieję, że tutaj coś się zmieni i może ludzie nie będą mnie uważali tylko za mola, który siedzi z nosem w książkach. Oby chociaż to się zmieniło.

*Wieczorem, przed nowym mieszkaniem

-Kochanie wysiadaj, dojechaliśmy- obudził mnie tata. Pewnie zasnęłam podczas drogi. Wysiadłam z samochodu i przed sobą ujrzałam budynek, powiem, że wyglądał całkiem przyzwoicie, miałam nadzieję, że nasze mieszkanie też będzie niczego sobie. Wzięłam swój bagaż podręczny, a walizki zabrał szofer. Weszliśmy do windy i zaraz znaleźliśmy się przed drzwiami nowego domu. Byłam, troszkę przerażona, bałam się, że ten apartament to będzie kompletny nie wypał. Weszłam i ku zdziwieniu ujrzałam całkiem urocze mieszkanie, muszę powiedzieć, że było bardzo przestronne. Znajdowały się tu dwie sypialnie, moja i taty, wielki salon z telewizorem plazmowym, dwie łazienki i duża jasna kuchnia. Wszystko w stylu nowoczesnym, co przypadło mi do gustu. 
Wzięłam swoje bagaże i poszłam do pokoju, byłam zbyt zmęczona i nie miałam siły się rozpakować, położyłam się na łóżku i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. 

*Ranek

Obudził mnie dźwięk mojej komórki, sprawdziłam kto to. Kate. Spytała się, czy dojechałam, niezwłocznie odpisałam, że przyjechaliśmy wczoraj wieczorem i, że bardzo tęsknię. Popatrzyłam na godzinę, była 7.30. O 9 mam lekcje. Wstałam szybko umyłam zęby, włożyłam na siebie spódnicę sięgającą mi przed kolana i białą bluzkę z kołnierzykiem. Narzuciłam na siebie sweter, ubrałam creepersy, wzięłam jabłko i torbę i wyszłam z domu. Tata pewnie już dawno wyszedł do pracy, więc postanowiłam pojechać autobusem. Pobiegłam na przystanek...



*The University of Lion - to uniwersytet wymyślony przeze mnie, nie wiem czy taki istnieje :3 

Okej, no to tyle. Jeśli to przeczytałeś/aś i ci się spodobało to skomentuj, albo jeśli nie to też, chcę wiedzieć czy ktoś to wgl będzie czytał. <3


 A tak wygląda bohaterka Margaret Hunter. ;)