-Może być.- odpowiedziałam niezbyt zainteresowana rozmową z ojcem. W sumie nigdy nie mieliśmy dobrych kontaktów, to chyba przez to, że tata zawsze był pochłonięty pracą i nie miał dużo czasu dla mnie. Jednak nie obwiniałam go za to, ponieważ musiał pracować i utrzymywać nas, niczego nigdy mi nie brakowało, może oprócz kochającego ojca, który wesprze mnie w trudnych chwilach, bo na mamę niestety nie mogę liczyć, chociaż wydaję mi się, że czasem patrzy na mnie z góry i w pewnym sensie mnie wspiera. Nie jestem katoliczką, ale wierzę, że po śmierci nie ma pustki, bo jaki miał by wtedy sens życia.
Moje krótkie przemyślenia przerwał tata -Wiesz pomyślałem, że może pójdziemy dziś na kolację do restauracji, chciałbym ci kogoś przedstawić.
-Jasne, nie ma sprawy. O której wychodzimy?
-O 19.30
-Dobrze, będę gotowa. A mogę wiedzieć kogo poznam?- spytałam z ciekawością.
-Mojego współpracownika, będziemy omawiać kwestie w sprawie pracy.- od razu wpadłam w zły nastrój, jak zwykle idziemy tam ze względu na tatę i jego własne interesy.
-Po co mam tam iść? Nie potrzebujecie mnie. Jak zwykle będę tam siedzieć i się nudzić.- odpowiedziałam ze złością.
-Ale zawsze spędzimy trochę czasu razem, a poza tym mój kolega ma dziecko w twoim dziecku, będziesz mieć towarzystwo.
-Tato, nie mam ochoty nikogo poznawać. Poza tym muszę się uczyć.
-To początek roku, na pewno nie macie dużo nauki, poza tym trochę rozrywki ci nie zaszkodzi. Bez wymówek- powiedział i zamknął za sobą drzwi.
Jak zwykle nie mam nic do powiedzenia.
Przed wyjściem, ubrałam się w czarną, obcisłą sukienkę, która miała długie rękawy, jednak były zrobione z koronki, z resztą tak jak miejsce nad dekoltem. Ubrałam czerwone szpilki, zrobiłam lekki makijaż, a włosy związałam w koka. Wzięłam torebkę kopertówkę, tego samego koloru co buty i razem z tatą pojechaliśmy na miejsce.
*W restauracji
Weszliśmy do pomieszczenia, było bardzo nastrojowo. W tle grała muzyka klasyczna, moja ulubiona. Dopiero po chwili zauważyłam, że nie jest puszczana z radia, ale grana na żywo przez muzyków, dwóch skrzypków i jeden na kontrabasie.
Mój tata podszedł do jednego z stolików, przy którym siedział mężczyzna, wyglądał na około 40 lat, czyli tak jak mój ojciec. Jednak nie zauważyłam, żadnej osoby, która mogłaby być dzieckiem kolegi mojego taty.
-Witaj. Mam na imię Mike. Twój tata nie kłamał mówiąc, że jesteś ładna. Gareth jednak coś ci się udało- powiedział z uśmiechem kolega taty.
-Haha, dziękuję Mike, prawda jestem z niej dumny. Przypadkiem nie miałeś przyprowadzić swojego syna?- spytał. Zaraz dotarło do mnie, że jego dzieckiem jest chłopak, jeszcze tego mi brakuje.
Niestety nie zdążyłam się ulotnić, bo zaraz usłyszałam za sobą głos młodego mężczyzny.
-Sorry, tato, ale zagadałem się z pewną dziewczyną- w momencie gdy go usłyszałam, odwróciłam się i mnie zamurowało. To był ON. Luke Campbell, co on tu robił? Jakim prawem się tutaj znalazł?
-A więc, Margaret to jest mój syn Luke Campbell.
-O hej mała, my się już znamy- drugą część zdania skierował do naszych ojców.
-Tak właśnie, chodzimy do jednej klasy. Tato mogłabym cię na stronę?-spytałam.
-Jasne. Co jest nie tak córeczko?- zapytał z zdziwieniem.
-Źle się czuję, mogę wrócić?- miałam nadzieję, że odpowiedź będzie twierdząca.
-No dobrze, ale szofer pojechał, miał przyjechać o 22 po nas- powiedział ze zmartwieniem tata.
-Nie ma problemu pojadę autobusem.
-Wolę nie, Wiesz jak teraz jest, pedofile i gwałciciele.- powiedział tata. Zaraz podszedł do nas Luke.
-Przepraszam, że się wtrącam ale usłyszałem pańską rozmowę, mogę podwieźć pana córkę, tylko ostrzegam jestem motorem, przyjechałem trochę później od taty.- nie tylko nie on, dlaczego?
-Na prawdę? Dziękuję Luke- powiedział ojciec. Wzięłam swoją kurtkę oraz torebkę i wyszłam w ciszy. Postanowiłam, że nie będę się do niego odzywać.
*Przed restauracją
-Chodź, szybciej nie mam całego dnia- powiedział. Tak jak wcześniej mówiłam, ignorowałam go.
-Ej mała, głos ci odebrało? Wiem, że się mnie wstydzisz, bo jestem pociągający, ale masz u mnie szanse- Olivia nie kłamała, miała rację, że jest niewychowany. Co za bałwan z niego, że się brzydko wyrażę.
-Dobra Panno Mrukliwa, załóż ten kask, jeszcze sobie coś zrobisz- podał mi swój ochraniacz na głowę. -Nie potrzebuję go- odpowiedziałam zdecydowanym tonem.
-O jednak Panna Mrukliwa, potrafi coś mówić. Załóż tak jak ci każę, chyba, że chcesz mieć rozwalony łeb, w przypadku wypadku- troszkę się przeraziłam jak to usłyszałam.
-Dobrze, podasz mi ten kask? I ja nie mam "łba" tak jak ty to mówisz, tylko głowę- powiedziałam lekko zirytowana.
-Ale jesteś czepialska- siadł na motor. -Będziesz tak stała czy siądziesz?- usiadłam z tyłu, w bezpiecznej odległości.
-Wiesz, będziesz trzymać się powietrza? Tu nie ma pasów jak w aucie- powiedział ze złośliwym uśmieszkiem. Przysunęłam się bliżej i złapałam go w pasie, za jego skórzaną, czarną kurtkę. Poczułam jego zapach, pachniał lasem i miętą. Bardzo mi się spodobał, w sensie ten zapach, żeby nie było nie jasności. Droga przeminięła w ciszy. Po 15 minutach dotarliśmy pod mój dom.
No i na dzisiaj tyle. Zostawiajcie komentarze. :3
*Przed restauracją
-Chodź, szybciej nie mam całego dnia- powiedział. Tak jak wcześniej mówiłam, ignorowałam go.
-Ej mała, głos ci odebrało? Wiem, że się mnie wstydzisz, bo jestem pociągający, ale masz u mnie szanse- Olivia nie kłamała, miała rację, że jest niewychowany. Co za bałwan z niego, że się brzydko wyrażę.
-Dobra Panno Mrukliwa, załóż ten kask, jeszcze sobie coś zrobisz- podał mi swój ochraniacz na głowę. -Nie potrzebuję go- odpowiedziałam zdecydowanym tonem.
-O jednak Panna Mrukliwa, potrafi coś mówić. Załóż tak jak ci każę, chyba, że chcesz mieć rozwalony łeb, w przypadku wypadku- troszkę się przeraziłam jak to usłyszałam.
-Dobrze, podasz mi ten kask? I ja nie mam "łba" tak jak ty to mówisz, tylko głowę- powiedziałam lekko zirytowana.
-Ale jesteś czepialska- siadł na motor. -Będziesz tak stała czy siądziesz?- usiadłam z tyłu, w bezpiecznej odległości.
-Wiesz, będziesz trzymać się powietrza? Tu nie ma pasów jak w aucie- powiedział ze złośliwym uśmieszkiem. Przysunęłam się bliżej i złapałam go w pasie, za jego skórzaną, czarną kurtkę. Poczułam jego zapach, pachniał lasem i miętą. Bardzo mi się spodobał, w sensie ten zapach, żeby nie było nie jasności. Droga przeminięła w ciszy. Po 15 minutach dotarliśmy pod mój dom.
![]() |
| Gareth Hunter-ojciec Meg |
No i na dzisiaj tyle. Zostawiajcie komentarze. :3




